Drewniane krzesła domowej roboty

Nie wiedziałem, dlaczego moja żona Hildegarda kupiła mi na urodziny tokarkę, lecz mimo to byłem jej wdzięczny – już od jakiegoś czasu chciałem znaleźć sobie jakieś hobby, a być może praca z drewnem nie jest aż tak złym pomysłem. Dlatego spytałem sąsiada – byłego rzeźbiarza w drewnie – o kilka wskazówek, po czym zabrałem się do pracy.

Tokarka, czyli początek mojego hobby

tokarka do drewnaOd Zenona – czyli sąsiada, o którym mówiłem wcześniej – dowiedziałem się wszystkiego, co powinienem wiedzieć o „toczeniu drewna”. Opowiedział też ogólnie o tokarce  – o tym, że jest to maszyna która służy do obróbki skrawaniem brył walcowatych, o tym że złożona jest z noża tokarskiego i wiertła oraz o tym, że mój model używa kłów do tego, by drewno było stabilne w trakcie całego procesu toczenia. Dodał też, że mój model jest stołowy, czyli przytwierdza się go do stołu, dzięki czemu jest dużo stabilniejsza i precyzyjna. Zacząłem więc od czegoś prostego, czyli od krzesła. Konkretnie od nóg i oparcia, gdyż tokarka do drewna nie zrobi nam siedziska. Włożyłem zakupiony w sklepie budowlanym walec, zaczepiłem go w kłach i włączyłem maszynę. Początki były… Trudne. A to źle wykonałem gwint, a to za cienko ściąłem walec, lecz po kilku próbach udało mi się wykonać cztery nogi i dość solidne oparcie. Proste siedzisko wykonałem z heblowanej deski – również użyłem do tego tokarki, lecz tylko i wyłącznie do wykonania mocowania na kołki.

Po złożeniu wszystkiego razem krzesło wyglądało… No, jakoś wyglądało. Hildegarda powiedziała, że bardzo ładnie mi wyszło, ale nie ma absolutnie żadnej szansy, żeby na nim usiadła. Cóż, ja byłem zadowolony ze swojej pracy. Nie zniechęciłem się, Hilda też mówiła, bym próbował dalej. Po czym próbowała mnie namówić do wyrzucenia mojego dzieła. Niedoczekanie! Toż to by była obraza dla mojej tokarki!